Kolejna okropna książka. Nie, że zła. Jest dobrze napisana soczystym, barwnym, choć jednocześnie wulgarnym językiem. Jest mocno przewrotna i do bólu współczesna - z opisem nas samych nastawionych na sukces, łatwe przyjemności, nieradzących sobie z trudnościami, bo przecież wszystko ma być pięknie, jak w reklamach. Porażający opis ewolucji małżeństwa, erozji uczuć, uwikłania w sieć niezdrowych relacji i wielopoziomowych kłamstw wywołuje odrazę, ale jednocześnie wartka akcja wciąga. Brrr...
Cytaty:
"nie stworzono takiej aplikacji, która zapewni rausz po bourbonie w upalny dzień w chłodnym, ciemnym barze. Na świecie zawsze będzie zapotrzebowanie na drinki."
"Wydawało mi się, że nie ma już do odkrycia nic nowego. Nasze społeczeństwo było całkowicie rujnująco naśladowcze. Stanowiliśmy pierwsze istoty ludzkie, które niczego nie zobaczą po raz pierwszy. Gapiliśmy się na cuda świata tępym wzrokiem, rozczarowani. Mona Liza, piramidy, Empire State Building. Zwierzęta z dżungli przypuszczające na siebie atak, rozpadanie się odwiecznych lodowców, wybuchy wulkanów. Nie przypominam sobie żadnej niezwykłej rzeczy widzianej na własne oczy, której bym nie porównywał do filmu albo programu telewizyjnego. Pieprzona komercja. Znacie tę okropną śpiewkę zblazowanych: Widzieeeeliśmy to. Rzeczywiście wszystko widziałem, a najgorsze jest to, co sprawia, że mam ochotę palnąć sobie w łeb: doświadczenie z drugiej ręki jest zawsze lepsze. Ujęcie bywa wyrazistsze, obraz ostrzejszy, kąt, pod jakim kamera filmuje, i ścieżka dźwiękowa oddziałują na moje emocje w sposób, w jaki rzeczywistość już nie potrafi. Właściwie nie wiem, czy jesteśmy jeszcze ludźmi, ci z nas, którzy są jak większość z nas, którzy dorastali z telewizją, filmami, a teraz jeszcze internetem. Jeśli ktoś nas zdradza, wiemy, jakie słowa wypowiedzieć; gdy umiera ukochana osoba, wiemy, jakie słowa wypowiedzieć. Jeśli chcemy odegrać ogiera, cwaniaczka albo głupka, wiemy, jakie słowa wypowiedzieć. Wszyscy korzystamy z tego samego wyświechtanego scenariusza.
W tych czasach bardzo trudno być osobą, po prostu prawdziwą, rzeczywistą osobą, a nie zbiorem cech charakteru wybranych z pojemnego automatu z charakterami.
A skoro wszyscy odgrywamy jakieś role, nie może istnieć coś takiego jak bratnia dusza, bo przecież nasze dusze nie są oryginalne.
Doszło do tego, że wydaje się, jakby nic nie miało znaczenia, bo nie jestem prawdziwą osobą i wszyscy inni też nie.
Zrobiłbym wszystko, by znów poczuć się rzeczywisty."
"Fajna Laska. Mężczyźni zawsze uważają, że to zdecydowany komplement, prawda. Jest fajną laską. Oznacza to, że jestem seksowną, błyskotliwą, dowcipną kobietą, która uwielbia piłkę nożną, pokera, świńskie dowcipy i bekanie, która bawi się w gry wideo, pije tanie piwo, lubi orgietki we troje i seks analny, i wpycha sobie do gęby hot dogi i hamburgery, jakby była ochoczą ofiarą największego na świecie kulinarnego gwałtu zbiorowego, ale udaje jej się o dziwo wciąż nosić rozmiar XS, ponieważ fajne laski są przede wszystkim seksowne. Seksowne i wyrozumiałe. Fajne Laski nigdy się nie wściekają, one tylko uśmiechają się z pewnym rozczarowaniem, ale też miłośnie, i pozwalają swoim mężczyznom robić, co im się podoba. Masz mnie gdzieś? Nic nie szkodzi. Jestem Fajną Laską.
Mężczyźni rzeczywiście sądzą, że taka dziewczyna istnieje. Może dają się oszukać dlatego, że tak wiele kobiet chce się pod nią podszywać. Bardzo długo Fajna Laska działała mi na nerwy. Widziałam różnych facetów – przyjaciół, współpracowników, obcych – którzy dostawali bzika na punkcie tej udawaczki. Korciło mnie, by usadzić tych kolesiów i spokojnie powiedzieć: Nie jesteś na randce z prawdziwą kobietą, jesteś z kobietą, która widziała zbyt wiele filmów; ich scenariusze napisali nieporadni społecznie mężczyźni, pragnący wierzyć w to, że taka kobieta istnieje i mogłaby ich pocałować. Mam ochotę chwycić takiego nieszczęśnika za klapy albo torbę i powiedzieć: Ta suka tak naprawdę nie lubi chili dogów – nikt aż tak za nimi nie przepada! A Fajne Laski są jeszcze bardziej żałosne: one nawet nie udają, że są kobietami, którymi chcą być, one udają kobiety, jakich pragną mężczyźni. A, i jeśli nie jesteś Fajną Laską, błagam, byś nie wierzyła w to, że twój facet nie pragnie Fajnej Laski. Oczywiście może chodzić o jakąś inną jej wersję – jeśli on jest wegetarianinem, Fajna Laska będzie lubiła tofu i miała świetny kontakt z psami. A jeśli on jest wyluzowanym artystą, Fajna Laska może być wytatuowaną okularnicą, która uwielbia komiksy. Są różne wariacje wystawy sklepowej, ale wierzcie mi, on pragnie Fajnej Laski, która, ogólnie rzecz ujmując, lubi to samo co on, i nigdy, kurwa, nie narzeka.
... Wkrótce Fajna Laska stanie się standardem. Mężczyźni uwierzyli w jej istnienie – nie jest tylko wymarzoną dziewczyną, jedną na milion. Każda ma być taka, a jeśli ty nie jesteś, to znaczy, że z tobą jest coś nie tak."
Gillian Flynn
Zaginiona dziewczyna
tyt. oryginału: Gone Girl
przekład: Magdalena Koziej
Wydawnictwo G+J, 2013
w wersji papierowej 652 strony
8/10
opis z LC
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteczka bardzo subiektywnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteczka bardzo subiektywnie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 15 stycznia 2015
wtorek, 13 stycznia 2015
Gillian Flynn "Mroczny zakątek"
"Klan Dayów mógł istnieć aż po dziś dzień.
Pech chciał, że syn rodu rudy świr Ben Poprosił szatana o dar ciemnej mocy I zarżnął rodzinę pewnej mroźnej nocy.
Udusił Michelle gołymi rękami Po Debby zostały tylko mokre plamy Na końcu wykończył swą matkę Patty, Odstrzelił jej łeb, wbił w pierś nóż zębaty.
Najmłodsza Libby znalazła ukrycie I żyje do dziś, lecz co to za życie?"
(ze wstępu)
Bardzo dobry, świetnie skonstruowany kryminał. Mroczny, nieprzyjemny, odrażający, a jednak wciągający. Jak bagno.
Gillian Flynn
Mroczny zakątek
tyt. oryginału" Dark Places
przekład: Mateusz Borowski
Wydawnictwo Znak, październik 2014
w wersji papierowej 512 stron
8/10
Opis na stronie wydawcy
niedziela, 7 grudnia 2014
Andrea Camilleri "Pole garncarza"
Kryminał Camilleri'ego z komisarzem Montalbano wypatrzyłam błyskawicznie, na e-wydanie niestety musiałam poczekać. I że ponarzekam dalej... e-booka kupiłam na stronie Wydawnictwa Literackiego i już po pierwszym rozdziale szlag mnie trafił, kiedy to trafiłam na oznakowanie pliku:
a dalej pusta strona z ciągiem znaków. Dawno już nie widziałam tak koszmarnie oznaczonej książki. Wiele jestem w stanie znieść, ale to jest naprawdę paskudne. Nawet linii przerwy nie ma między tekstem zasadniczym a oznakowaniem. I tak po każdym rozdziale. Zgroza.
Poza tym (i nieco niezrozumiałą dla mnie okładką) książka godna polecenia. Montalbano w najlepszej formie. Intryga zacna. Jedzonko aż ślinka cieknie. A weranda komisarza, to obiekt moich marzeń...
Starzejący się Montalbano to skarbnica gorzkich spostrzeżeń.
Coś, co mnie samą zastanawia:
Ekologicznie:
O politykach:
Coś na czasie...
Całkiem przyjemną, zabawną, nieco ironiczną jest scenka, kiedy Montalbano, nie mogąc zasnąć, sięga po "Zniknięcie Pato"... Camilleriego.
Catarella zabawnie przetłumaczony budzi moją dziką radość każdorazowo.
Ogólnie: znowu się nie zawiodłam: przyzwoity, przyjemny, smakowity kryminał.
Andrea Camilleri
Pole garncarza
tytuł oryginału: IL CAMPO DEL VASAIO
przekład: Monika Woźniak
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, wrzesień 2014
w wersji papierowej 276 stron
8/10
poniedziałek, 3 listopada 2014
Belén Martínez Sánchez "Dzień, w którym umarłam"
Bezpretensjonalne, zabawne, lekkie czytadło. Nie udaje niczego: żadnej głębszej myśli, filozofii. Rozrywka w czystej postaci paranormalnego romasidła dla młodocianych. Jedyne zastrzeżenie: czemu znowu anioły są niefajne?
Do książki przyciągnęła mnie okładka wyeksponowana w witrynie mijanej księgarni: tak "mroczna", że aż się uśmiechnęłam... ;-)
Belén Martínez Sánchez
Dzień, w którym umarłam
tyt. oryginału: "Lilim 2.10.2003"
przekład: Dorota Twardo
Wydawnictwo Mira, wrzesień 2014
w wersji papierowej 384 strony
5/10
sobota, 1 listopada 2014
Becca Fitzpatrick "Black Ice"
Pozostając w trybie młodzieżowym sięgnęłam po "Black Ice", zupełnie nie paranormalną książkę autorki "Szeptem".
Brutalny początek sugeruje kryminał, ale rozwinięcie to mieszanka sensacji, romasu i absurdu. Oto Britt, rozchwiana emocjonalnie nastolatka, ciągnie na ekstremalną wyprawę w góry, wydelikaconą przyjaciółkę. Dopada je burza śnieżna, samochód odmawia współpracy, a one trafiają w łapy typków spod ciemnej gwiazdy. Britt podejmuje się wyprowadzenia ich z lasu...
Do 15ego, 20ego procenta książka jeszcze daje radę, później wszystko robi się mało wiarygodne - począwszy od wydarzeń, na uczuciach bohaterki skończywszy. Britt jakby cierpiała na rozdwojenie jaźni: raz jest zdecydowaną, panującą nad emocjami, racjonalną i chłodno kalkulującą osobą, by po chwili zmienić się w bezmyślną, galaretowatą idiotkę. Intryga nie trzyma się kupy. Akcji brakuje logiki i wiarygodności. Generalnie książka jest zwyczajnie głupia i trochę bałaganiarska.
Ale... no właśnie, jest ale... Powieść napisana jest z werwą, nie ma niej dłużyzn, a jednocześnie czytelnikowi robi się mokro i lodowato: scena wydarzeń jest oddana całkiem sugestywnie. Książka ma też mocną stronę, a jest nią warstwa obyczajowa: obrazki z dzieciństwa Britt, jej pierwszej miłości, relacji z ojcem, bratem i przyjaciółką.
Podsumowując: nudzić się przy "Black Ice" nie sposób, czyta się szybko i, jeżeli tylko przestanie się zwracać uwagą na różne WTF pojawiające się co chwilę w głowie, można się przy niej nieźle bawić, a nawet trochę przestraszyć.
Ciekawa jestem dlaczego książka ukazała się pod oryginalnym tytułem. Zaskoczyło mnie tempo wydania - na Amazonie jest informacja o premierze 7ego października tego roku. W ciągu miesiąca mamy tłumaczenie i polskie wydanie. Życzyłabym takiego tempa np. Amberowi. "Dreams of Gods and Monsters" ukazała się przeszło pół roku temu... Mam ogromną chęć na polską edycję i mam nadzieję, że będzie zawierała również "Night of Cake and Puppets".
Becca Fitzpatrick
Black Ice
przekład: Mariusz Gądek
Wydawnictwo Otwarte, 05.11.2014
w wersji papierowej 400 stron
6/10
Brutalny początek sugeruje kryminał, ale rozwinięcie to mieszanka sensacji, romasu i absurdu. Oto Britt, rozchwiana emocjonalnie nastolatka, ciągnie na ekstremalną wyprawę w góry, wydelikaconą przyjaciółkę. Dopada je burza śnieżna, samochód odmawia współpracy, a one trafiają w łapy typków spod ciemnej gwiazdy. Britt podejmuje się wyprowadzenia ich z lasu...
Do 15ego, 20ego procenta książka jeszcze daje radę, później wszystko robi się mało wiarygodne - począwszy od wydarzeń, na uczuciach bohaterki skończywszy. Britt jakby cierpiała na rozdwojenie jaźni: raz jest zdecydowaną, panującą nad emocjami, racjonalną i chłodno kalkulującą osobą, by po chwili zmienić się w bezmyślną, galaretowatą idiotkę. Intryga nie trzyma się kupy. Akcji brakuje logiki i wiarygodności. Generalnie książka jest zwyczajnie głupia i trochę bałaganiarska.
Ale... no właśnie, jest ale... Powieść napisana jest z werwą, nie ma niej dłużyzn, a jednocześnie czytelnikowi robi się mokro i lodowato: scena wydarzeń jest oddana całkiem sugestywnie. Książka ma też mocną stronę, a jest nią warstwa obyczajowa: obrazki z dzieciństwa Britt, jej pierwszej miłości, relacji z ojcem, bratem i przyjaciółką.
Podsumowując: nudzić się przy "Black Ice" nie sposób, czyta się szybko i, jeżeli tylko przestanie się zwracać uwagą na różne WTF pojawiające się co chwilę w głowie, można się przy niej nieźle bawić, a nawet trochę przestraszyć.
Ciekawa jestem dlaczego książka ukazała się pod oryginalnym tytułem. Zaskoczyło mnie tempo wydania - na Amazonie jest informacja o premierze 7ego października tego roku. W ciągu miesiąca mamy tłumaczenie i polskie wydanie. Życzyłabym takiego tempa np. Amberowi. "Dreams of Gods and Monsters" ukazała się przeszło pół roku temu... Mam ogromną chęć na polską edycję i mam nadzieję, że będzie zawierała również "Night of Cake and Puppets".
Becca Fitzpatrick
Black Ice
przekład: Mariusz Gądek
Wydawnictwo Otwarte, 05.11.2014
w wersji papierowej 400 stron
6/10
piątek, 17 października 2014
Vicki Lewis Thompson "Niemoralna propozycja"
Wiedziałam, że to nie pierwowzór wyczynów Redforda i Moore, ale liczyłam na coś więcej niż dostałam. A dostałam soft-pornosik bez ładu, składu, wyobraźni i sensu. Bo gdzie jest sens w opowieści, w której facet przyjeżdża do babki, którą przeleciał 10 lat wcześniej, żeby jej udowodnić, że teraz jest sprawniejszym ogierem, a sprawa małżeństwa sprowadza się do seksu bez prezerwatywy? Rany. Spadłam na czytelnicze dno. Albo jeszcze niżej. Nie popełniajcie mojego błędu.
Niemoralna propozycja
Vicki Lewis Thompson
tyt. oryginału: "Truly, Madly, Deeply"
tłumaczyła Ewa Bobocińska
Harlequin Enterprises, 2013
0/10
Niemoralna propozycja
Vicki Lewis Thompson
tyt. oryginału: "Truly, Madly, Deeply"
tłumaczyła Ewa Bobocińska
Harlequin Enterprises, 2013
0/10
wtorek, 7 października 2014
Cora Cormack "Coś do stracenia"
Takie sobie czytadełko. Lekkie, miejscami zabawne.
Bohaterka jest sympatyczna, chociaż świrowanie z powodu dziewictwa raczej słabo świadczy o jej intelekcie (a niby wszystko analizuje i poddaje gruntownym przemyśleniom). Knajpy i alkohol w niemałych ilościach jako sposób na odreagowanie stresu, czy uczczenie sukcesu, zdecydowanie mi się nie spodobały: szot za szotem, a potem problemy z utrzymaniem równowagi...
Romans z wykładowcą mnie nie rusza (szczególnie, że bohaterowie są dorośli, nie są w związkach), chociaż właściwie oboje zachowują się dość szczeniacko. Taki układ jest eksploatowany od czasów starożytnych i proszę: ciągle nośny.
Jeśli można się czegoś czepić, to podejście do seksu. Bardzo wpisuje się w obecne hedonistyczne podejściu do życia i lekkie traktowanie związków. Gdzie czasy, kiedy seks mógł być fizyczną ekspresją uczucia łączącego dwoje ludzi? No dobra, ale to już dywagacje starej baby dla rozrywki czytającej powieści dla młodych bab ;)
Coś do stracenia
Cora Cormack
tyt. oryginału: "Losing it"
przekład: Iwona Wasilewska
Wydawnictwo Jaguar, 2014
w wersji papierowej 304 strony
3/10
czwartek, 2 października 2014
Zostań, jeśli kochasz
Książka dość nastrojowa, pozbawiona wielkich zwrotów akcji, wręcz pozbawiona akcji... Oto 17-letnia Mia traci w wypadku rodziców i brata, sama zapada w śpiączkę. Tkwi przy swoim ciele zawieszona między życiem a śmiercią, obciążona koniecznością wyboru: żyć czy umrzeć. Obserwuje odwiedzającą ją rodzinę i przyjaciół. Akcja zamyka się zaledwie w 24 godzinach, ale powieść opisuje dotychczasowe życie Mii: jej kochającą i kochaną rodzinę, pierwszą romantyczną i niełatwą miłość, przyjaźnie i muzykę... Są tu konflikty, mniejsze i większe dramaty, radosne chwile. Wdzięczna, różnokolorowa mozaika doświadczeń.
Czyta się z przyjemnością.
W porównaniu z książką film jest toporny. Brak w nim niejednoznaczności, niedopowiedzeń. Wszystko jest obwiedzione wyraźnym konturem, nic nie pozostaje w zawieszeniu ani w domyśle. Nie żebym coś miała do nacji, ale to takie amerykańskie: wszystko wytłumaczone jak krowie na rowie i do bólu uproszczone. Jak puzzle dla przedszkolaka. Żeby tylko widz nie miał wątpliwości, dlaczego Mia podjęła taką a nie inną decyzję. I jakby decyzja stanowiła sens całej opowieści. Niestety niewiele zostało z nastrojowości książki, a film, choć skomponowany z ładnych obrazów, jest nudnawy.
Rozczarowała mnie muzyka. Piosenki jak dla mnie średnio przebojowe, średnio zaśpiewane, milusie, ale nic nie zapadło mi w pamięć. Z kolei solówki wiolonczelowe mocne, piękne i niestety dla nieosłuchanego przeciętniaka (jak ja) zdecydowanie za ciężkie.
Zostań, jeśli kochasz
Gayle Forman
tyt. oryginalny: "If I Stay"
przekład Hanna Pasierska
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, wrzesień 2014
w wydaniu papierowym 248 stron
5/10
Czyta się z przyjemnością.
W porównaniu z książką film jest toporny. Brak w nim niejednoznaczności, niedopowiedzeń. Wszystko jest obwiedzione wyraźnym konturem, nic nie pozostaje w zawieszeniu ani w domyśle. Nie żebym coś miała do nacji, ale to takie amerykańskie: wszystko wytłumaczone jak krowie na rowie i do bólu uproszczone. Jak puzzle dla przedszkolaka. Żeby tylko widz nie miał wątpliwości, dlaczego Mia podjęła taką a nie inną decyzję. I jakby decyzja stanowiła sens całej opowieści. Niestety niewiele zostało z nastrojowości książki, a film, choć skomponowany z ładnych obrazów, jest nudnawy.
Rozczarowała mnie muzyka. Piosenki jak dla mnie średnio przebojowe, średnio zaśpiewane, milusie, ale nic nie zapadło mi w pamięć. Z kolei solówki wiolonczelowe mocne, piękne i niestety dla nieosłuchanego przeciętniaka (jak ja) zdecydowanie za ciężkie.
Zostań, jeśli kochasz
Gayle Forman
tyt. oryginalny: "If I Stay"
przekład Hanna Pasierska
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, wrzesień 2014
w wydaniu papierowym 248 stron
5/10
środa, 24 września 2014
Marek Krajewski "Władca liczb"
"Władcę liczb" udało mi się przeczytać jeszcze przed premierą wydania papierowego, ponieważ e-book pojawił się już 20ego sierpnia. Bardzo mi się to spodobało. Brawa dla Znaku i Woblinka.
Rzuciłam się na książkę od razu. I oczywiście pełna satysfakcja.
"Władca liczb" to kolejny, trzymający poziom kryminał z Popielskim w roli głównej. Kolejny, w którym rolę śledczego odgrywa również syn Popielskiego, Wacław Remus (kurczę, jeszcze mniej sympatyczna postać).
Tym razem Popielski tropi szalonego wyznawcę krwiożerczego Belmispara.
Jak zwykle u Krajewskiego jest dużo mroku, dużo matematyki, trochę logiki i języków klasycznych, no i duuużo Wrocławia (czasem zastanawiam się jak się to czyta nie-Wrocławianom), chociaż hasło reklamujące książkę, wydaje mi się jednak nieco przesadzone:
To, co w tej chwili uderza mnie w książkach Krajewskiego, to potworna plastyczność i emocjonalność języka. Czytam i czuję odrazę, niechęć, oburzenie. Niewiele tu pozytywów, ale nawet potworności opisane są tak, że nie sposób, nie tylko się oderwać, ale i nie poczuć. Nie mam pojęcia jak można budować akcję na trudnych do zniesienia bohaterach. Jeśli Popielski to alter ego Krajewskiego, to chyba jednak będę się trzymała z daleka od spotkań autorskich.
Tym niemniej to bardzo dobra literatura klasy B - idąc za słowami samego pisarza.
Bardzo ujęła mnie refleksja na temat czasu:
Też nie lubię cierpieć...
Marek Krajewski
Władca liczb
Wydawnictwo Znak, premiera 11 września 2014
w edycji papierowej 312 stron
9/10
niedziela, 24 sierpnia 2014
Jeff VanderMeer "Ujarzmienie"
Przez 4 tygodnie potwornie męczyłam się z "Ujarzmieniem". I nie dlatego, że stanowi szczególnie wyszukane wyzwanie intelektualne, ale z powodu poczucia, że nawet sam autor nie wie, co opisuje. I gdyby to było sprawozdanie, można by zagubienie przełknąć, ale w powieści pretendującej do s-f nie bardzo da się to zdzierżyć. Długie, bełkotliwe, pseudointelektualne opisy są zdziebko nudnawe. Akcji nie ma prawie wcale. Relacje między bohaterami są chore, wręcz paranoiczne. A do tego te "imiona": biolożka, Kontroler, Głos... Jesuuu... Byłam tak zmęczona, że dreszcz wywoływało tylko spojrzenie ile pozostało do końca...
I tak się toczyło mniej więcej do 85%, kiedy to znienacka pojawiła się akcja, opisy stały się spójne, emocje soczyste, a dreszczyk godny najlepszych horrorów. Mniam.
I jak to teraz w modzie: ciąg dalszy nastąpi. "Acceptance" ukaże się w oryginale już we wrześniu, więc, sądząc po tempie Wydawnictwa, jeszcze w tym roku można się spodziewać zamknięcia serii. Mam nadzieję, że zakończenie pozwoli mi wyżej ocenić zarówno "Unicestwienie" jak i "Ujarzmienie".
Jeff VanderMeer
Ujarzmienie
tyt. oryginału: Authority
przekład: Anna Gralak
Wydawnictwo Otwarte, czerwiec 2014
w wydaniu papierowym 400 stron
5/10
I tak się toczyło mniej więcej do 85%, kiedy to znienacka pojawiła się akcja, opisy stały się spójne, emocje soczyste, a dreszczyk godny najlepszych horrorów. Mniam.
I jak to teraz w modzie: ciąg dalszy nastąpi. "Acceptance" ukaże się w oryginale już we wrześniu, więc, sądząc po tempie Wydawnictwa, jeszcze w tym roku można się spodziewać zamknięcia serii. Mam nadzieję, że zakończenie pozwoli mi wyżej ocenić zarówno "Unicestwienie" jak i "Ujarzmienie".
Jeff VanderMeer
Ujarzmienie
tyt. oryginału: Authority
przekład: Anna Gralak
Wydawnictwo Otwarte, czerwiec 2014
w wydaniu papierowym 400 stron
5/10
sobota, 12 lipca 2014
Janusz Koryl "Urojenie"
No wow, po prostu książka z jajem. Najpierw było trochę strasznie, mrocznie, niesamowicie i kryminalnie, ale gdzieś w okolicach 75% już wyłam ze śmiechu. Ale od początku...
Aspirant Mateusz Garlicki zaczyna rok niefajnie: wdaje się w bójkę z oprychami, którzy napadli na Bogu ducha winną dziewczynę. Chwilę potem zostaje wezwany na komendę, ponieważ pojawił się tam niejaki Tadeusz Olczak z zakrwawionym nożem w garści i wyznaniem, że właśnie zabił kobietę. Olczak trafa za kratki, a policjanci pod podany przez mordercę adres. Okazuje się jednak, że pod wskazanym adresem zwłok brak. Wpieniony Garlicki rzuca się do powtórnego przesłuchania "dowcipnisia", ale Olczak znika z zamkniętej celi. Śledztwo zaczyna się komplikować, a Garlicki popada w coraz większą nieszczęśliwość.
Książka napisana sprawnie i, jak już wspomniałam, z jajem: opis przebieżki przez miasto za psem tropiącym jest śliczna, a seans spirytystyczny na komendzie... boki zrywać. Zakończenie takie, że od razu ułożyła mi się lista pytań z początkiem "a co do cholery z...?"
Ale i tak mi się podobało.
A okładka jest mocna. Bardzo mocna.
Janusz Koryl
Urojenie
Wydawnictwo Dreams, styczeń 2013
w wersji papierowej 216 stron
6/10
piątek, 11 lipca 2014
Kate Harrison "Plaża Dusz"
"Plaża Dusz" mnie zaskoczyła. Owszem, jest to czytadło dla nastolatek z 16-letnią bohaterką (to wkurzające, że pije i uważa się za nie wiadomo jak dorosłą), ale z klimatem. Pomysł opiera się na katolickiej wierze w istnienie Otchłani, czyli miejsca, gdzie trafiają istoty generalnie bez winy, ale obciążone grzechem pierworodnym. W katolicyzmie limbus przeznaczony jest dla nieochrzczonych niemowląt. Niewątpliwie ta idea była inspiracją autorki.
Alice przeżywa żałobę po starszej siostrze - pięknej, utalentowanej i znanej szeroko dzięki reality show - uduszonej przez nieznanego psychopatę. Właśnie opis żałoby: bólu, odrealnienia i tęsknoty, prób radzenia sobie z tym stanem uderzył mnie na początku. Wejście Alice do wirtualnego świata Plaży Dusz, zamieszkałego przez zmarłe nastolatki, uzależnienie od codziennych odwiedzin, rozmów z zamordowaną siostrą i jej przyjaciółmi, wydało mi się zrozumiałe i konsekwentne. Zaburzone na skutek żałoby relacje z rodzicami, przyjaciółmi i znajomymi, opisane są wiarygodnie. Fabuła jest wciągająca, poprowadzona zgrabnie i logicznie, a dodatkowe wtrącone wypowiedzi zabójcy przerażają...
Od strony technicznej irytowało mnie rozstrzelenie liter w niektórych słowach - jakby autorka sama pilnowała interpretacji, zaznaczała, na co trzeba zwrócić uwagę. Niestety w wydaniu elektronicznym niektóre frazy były przez to mniej czytelne. No i pozostawało wrażenie potraktowania czytelniczki jak głąba, co to nie da sobie rady z interpretacją prostego skądinąd tekstu.
Wydaje się, że książka została wydana wyłącznie w wersji elektronicznej, co w przypadku Wydawnictwa Dolnośląskiego bardzo mnie zdziwiło. Ponieważ "Plaża Dusz" opisana jest jako pierwsza część trylogii, zaczęłam szukać kolejnych części. Zdziwiło mnie, że dostępne są tylko w Wielkiej Brytanii, nie są dostępne na międzynarodowym Amazonie, ale znalazłam je najpierw na stronie autorki, a potem w Waterstones (brytyjskim Empiku, czy może Matrasie): "Soul Fire" i "Soul Storm" - są opatrzone DRM, więc poza moim zainteresowaniem. Pytanie do Wydawnictwa Dolnośląskiego: czy zamierza wydać pozostałe części?
Jakkolwiek postać bohaterki jest dla mnie niepokojąca jako dla matki nastolatki, bo nie uważam 16-latków za dość dojrzałych na seks, picie piwa w pubach, czy mocniejszych alkoholi na imprezach, to jednak "Plaża dusz" wydaje mi się opowieścią na tyle interesującą, że wartą kontynuacji, czego na przykład nie mogłam powiedzieć o innych tego typu książeczkach. Oczywiście może się w przyszłości okazać, że jednak lepiej było pozostać przy pierwszej tylko części, ale chciałabym się o tym przekonać sama.
Kate Harrison
Plaża Dusz
tyt. oryginału: Soul Beach
przekład: Irena Wypych
Wydawnictwo Dolnośląskie, 2013
(czyżby tylko e-book?) 203 strony
7/10
Alice przeżywa żałobę po starszej siostrze - pięknej, utalentowanej i znanej szeroko dzięki reality show - uduszonej przez nieznanego psychopatę. Właśnie opis żałoby: bólu, odrealnienia i tęsknoty, prób radzenia sobie z tym stanem uderzył mnie na początku. Wejście Alice do wirtualnego świata Plaży Dusz, zamieszkałego przez zmarłe nastolatki, uzależnienie od codziennych odwiedzin, rozmów z zamordowaną siostrą i jej przyjaciółmi, wydało mi się zrozumiałe i konsekwentne. Zaburzone na skutek żałoby relacje z rodzicami, przyjaciółmi i znajomymi, opisane są wiarygodnie. Fabuła jest wciągająca, poprowadzona zgrabnie i logicznie, a dodatkowe wtrącone wypowiedzi zabójcy przerażają...
Od strony technicznej irytowało mnie rozstrzelenie liter w niektórych słowach - jakby autorka sama pilnowała interpretacji, zaznaczała, na co trzeba zwrócić uwagę. Niestety w wydaniu elektronicznym niektóre frazy były przez to mniej czytelne. No i pozostawało wrażenie potraktowania czytelniczki jak głąba, co to nie da sobie rady z interpretacją prostego skądinąd tekstu.
Wydaje się, że książka została wydana wyłącznie w wersji elektronicznej, co w przypadku Wydawnictwa Dolnośląskiego bardzo mnie zdziwiło. Ponieważ "Plaża Dusz" opisana jest jako pierwsza część trylogii, zaczęłam szukać kolejnych części. Zdziwiło mnie, że dostępne są tylko w Wielkiej Brytanii, nie są dostępne na międzynarodowym Amazonie, ale znalazłam je najpierw na stronie autorki, a potem w Waterstones (brytyjskim Empiku, czy może Matrasie): "Soul Fire" i "Soul Storm" - są opatrzone DRM, więc poza moim zainteresowaniem. Pytanie do Wydawnictwa Dolnośląskiego: czy zamierza wydać pozostałe części?
Jakkolwiek postać bohaterki jest dla mnie niepokojąca jako dla matki nastolatki, bo nie uważam 16-latków za dość dojrzałych na seks, picie piwa w pubach, czy mocniejszych alkoholi na imprezach, to jednak "Plaża dusz" wydaje mi się opowieścią na tyle interesującą, że wartą kontynuacji, czego na przykład nie mogłam powiedzieć o innych tego typu książeczkach. Oczywiście może się w przyszłości okazać, że jednak lepiej było pozostać przy pierwszej tylko części, ale chciałabym się o tym przekonać sama.
Kate Harrison
Plaża Dusz
tyt. oryginału: Soul Beach
przekład: Irena Wypych
Wydawnictwo Dolnośląskie, 2013
(czyżby tylko e-book?) 203 strony
7/10
środa, 9 lipca 2014
Kryminalny Wrocław. Mroczne przechadzki po mieście
"Kryminalny Wrocław" jest zbiorem opowiadań, ale określiłabym je raczej jako opowiadania z dreszczykiem, opowiadania z nutką makabry, ale nie jako opowiadania kryminalne. Zdecydowanie w roli głównej, niemal nachalnie, występuje Wrocław (dlatego zresztą rzuciłam się na tę książkę), chociaż większość opowieści mogłaby się dziać gdzie bądź. Słowo daję, że tę książkę powinno się dodawać obcokrajowcom do przewodników turystycznych - jak nic polecieliby oglądać nawet szalet miejski.
Opowiadania kryminalne to nie taka prosta sprawa, bo jak w króciutkiej formie zawrzeć spójną intrygę: zagadkę i jej rozwiązanie? Utwory są dość nierówne, mają różny klimat. Moją uwagę zwróciły opowiastki autorstwa Marty Guzowskiej, chyba najbardziej zbliżone do czarnego kryminału, ale "Autor - widmo" Agnieszki Krawczyk też zasługuje na uwagę.
Czytadło lekkie, przyjemne, ale nie rewelacyjne. Wygląd wersji elektronicznej pozostawia bardzo wiele do życzenia.
Kryminalny Wrocław. Mroczne przechadzki po mieście.
Wydawnictwo Oficynka, październik 2013
w wersji papierowej 240 stron
5/10
Pierwszy dzień jesieni | Marta Guzowska
Zasada stratygrafii | Marta Guzowska
Autor-widmo | Agnieszka Krawczyk
Cień wrocławskiego dworca | Agnieszka Krawczyk
Elegancja | Marta Guzowska
Pozory mylą | Agnieszka Krawczyk
Śmierć na moście | Agnieszka Krawczyk
Rękopis Dantego | Adrianna Michalewska
Podziemne miasto | Adrianna Michalewska
Kładka czarownic | Adrianna Michalewska
Pytanie retoryczne | Marta Guzowska
niedziela, 6 lipca 2014
Carrie Alexander "W ogniu namiętności"
Porąbało mnie, jak słowo, w doborze lektur ostatnio. Wakacje, upał i zachciało się babie romansów i erotyków. No i karnie spadła na mnie kolejna męcząca książka. Ognia to w niej za dużo nie ma. Erotyka mało wyszukana. Bohaterka jakaś taka ździebko ograniczona. Facet też mało interesujący. Nudaaaa...
Carrie Alexander
W ogniu namiętności
tytuł oryginału: Playing with Fire
przekład: Agnieszka Szyszko
Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2002, 2013
w wersji papierowej 250 stron
3/10
Carrie Alexander
W ogniu namiętności
tytuł oryginału: Playing with Fire
przekład: Agnieszka Szyszko
Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2002, 2013
w wersji papierowej 250 stron
3/10
czwartek, 3 lipca 2014
Ashton Lee "Wiśniowy Klub Książki"
Już w ubiegłym roku obiecywałam sobie, że nie sięgnę po żadną książkę z tej serii. I trzeba było tej obietnicy dotrzymać. Pokarało mnie, słowo daję.
Miałam ochotę na miły, lekki romansik, a dostałam infantylną nudną obyczajówkę prosto z amerykańskiego południa.
Bohaterem tej powiastki jest małe miasteczko (5 tys. mieszkańców, ale tylko lekko ponad 1600 ma prawa wyborcze - reszta to młodociani? czy tak dużo letników mają?), miejska biblioteka w stanie upadku prowadzona przez prześliczną, rudowłosą bibliotekarkę, która szczegółowo omawia kolor swoich włosów z podrywającym ją złym (i żonatym) radnym oraz oczywiście członkowie (w większości członkinie) klubu książki reanimujący umierającą instytucję kulturalną przed rozjechaniem przez buldożery. Poza tym szczegółowe opisy potraw, nudne rozmowy, banalne refleksje na temat amerykańskich klasyków, a do tego zero romansu, zero dreszczyku emocji i zero wiarygodności.
Bleee...
Ale okładka milusia.
Ashton Lee
Wiśniowy Klub Książki
tyt. oryginału: "The Cherry Cola Book Club"
przekład: Anna Rogulska
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2013
seria "Między słowami"
w wersji papierowej 382 strony (ale dużym drukiem)
2/10
środa, 2 lipca 2014
Rachel Cohn "Beta"
Dominium - rajska wyspa. Dosłownie rajska: z cudownym klimatem, wzbogaconym powietrzem, łagodną przyrodą, uzdrawiającą wodą. Ludzie tak bardzo się tu rozleniwiają, że nie chce im się pracować. Od pracowania są pozbawione duszy klony. Serio. Tak to działa: człowiekowi najpierw usuwa się duszę, a potem klonuje... hehehe... do 48 godzin po śmierci.
Elizja (ha, jakie wymowne imię) jest klonem dość niezwykłym, jest nastolatką w wersji beta (klonowanie nastolatków ciągle jest jeszcze w fazie prób), ale szybko okazuje się być antytezą klonowatości. Zmienia się, dojrzewa, z pustej laleczki ewoluuje we wściekłą na cały świat kocicę. A jest się o co wściekać, uwierzcie...
W książce nie ma zbyt wiele akcji, nie ma zbyt wiele romasu (co może zmartwić młodociane czytelniczki), co więcej każdemu z facetów na drodze Elizji najwyraźniej czegoś brak: a to duszy, a to przyzwoitości, a to rozsądku... Jest za to sporo opisów Dominium i relacji społecznych zbudowanych po wielkich wojnach. W tej warstwie książka mogłaby być całkiem interesująca, gdyby nie była infantylna. A do tego zwrotom akcji brakuje dramatyzmu, a pomysłom świeżości. Fabuła masakrycznie przewidywalna. Właściwie, co tu dużo gadać, cała ta książka to po prostu rozdęty wstępniak do jakiejś kolejnej sagi.
Rachel Cohn
Beta
tyt. oryginału: Beta
przekład: Berenika Janczarska
Czarna Owca, Warszawa 2013
w wersji papierowej 320 stron
3/10
Elizja (ha, jakie wymowne imię) jest klonem dość niezwykłym, jest nastolatką w wersji beta (klonowanie nastolatków ciągle jest jeszcze w fazie prób), ale szybko okazuje się być antytezą klonowatości. Zmienia się, dojrzewa, z pustej laleczki ewoluuje we wściekłą na cały świat kocicę. A jest się o co wściekać, uwierzcie...
W książce nie ma zbyt wiele akcji, nie ma zbyt wiele romasu (co może zmartwić młodociane czytelniczki), co więcej każdemu z facetów na drodze Elizji najwyraźniej czegoś brak: a to duszy, a to przyzwoitości, a to rozsądku... Jest za to sporo opisów Dominium i relacji społecznych zbudowanych po wielkich wojnach. W tej warstwie książka mogłaby być całkiem interesująca, gdyby nie była infantylna. A do tego zwrotom akcji brakuje dramatyzmu, a pomysłom świeżości. Fabuła masakrycznie przewidywalna. Właściwie, co tu dużo gadać, cała ta książka to po prostu rozdęty wstępniak do jakiejś kolejnej sagi.
Rachel Cohn
Beta
tyt. oryginału: Beta
przekład: Berenika Janczarska
Czarna Owca, Warszawa 2013
w wersji papierowej 320 stron
3/10
wtorek, 1 lipca 2014
Nicholas Sparks "Dla Ciebie wszystko"
Jednak nie lubię ckliwych romansów. Niby coś w tej historii jest, niby jest romantycznie, niby coś się dzieje. Ale wszystko jest niby. Mdławo. Łzawo. Nudnawo. I co najgorsze: przewidywalnie. Nicholas Sparks
Dla Ciebie wszystko
tyt. oryginału: The Best of Me
przekład Magdalena Słysz
Wydawnictwo Albatros, kwiecień 2012
w wersji papierowej 400 stron
3/10
niedziela, 29 czerwca 2014
Kendare Blake "Anna we Krwi"
Cas ma 17 lat i jest pogromcą duchów. Serio. Robotę, jak i narzędzie pracy odziedziczył po ojcu pożartym w czasie interwencji. Bo duchy są paskudne, wredne i mordują ludzi. A Cas morduje duchy. I właśnie przyszła pora na Annę we Krwi. Anna milusia nie jest, zabiła dzisiątki, jeśli nie setki osób. Miała na to 50 lat od dnia śmierci. Ale Anna jest śliczniusia, zagubiona i robi wyjątek dla Casa: nie rozszarpuje go. Tymczasem pogromcę coś tropi, coś z bardzo wielką paszczą...
Czytadło raczej dla nastolatek, niż dla nastolatków, chociaż bohaterem jest chłopak ("dziełko" napisane przez babeczkę i w pierwszej osobie - brr...). Daje radę. Czytałam dużo gorsze. Zakończenie zapowiada dalszy ciąg zjawo-ludzkiego love story i niestety jest: "Girl of Nightmares". Ciekawe, czy Prószyński przewiduje tłumaczenie...
Kendare Blake
Anna we Krwi
tyt. oryginału: Anna Dressed in Blood
przekład: Grzegorz Komerski
Prószyński i S-ka, kwiecień 2012
w wersji papierowej 320 stron
5/10
Czytadło raczej dla nastolatek, niż dla nastolatków, chociaż bohaterem jest chłopak ("dziełko" napisane przez babeczkę i w pierwszej osobie - brr...). Daje radę. Czytałam dużo gorsze. Zakończenie zapowiada dalszy ciąg zjawo-ludzkiego love story i niestety jest: "Girl of Nightmares". Ciekawe, czy Prószyński przewiduje tłumaczenie...
Kendare Blake
Anna we Krwi
tyt. oryginału: Anna Dressed in Blood
przekład: Grzegorz Komerski
Prószyński i S-ka, kwiecień 2012
w wersji papierowej 320 stron
5/10
sobota, 21 czerwca 2014
Cat Patrick "Zapomniane"
Lekko napisana książka dla nastolatek raczej. Z pomysłem tak zabawnym, że mnie wciągnął, choć temat i treść niekoniecznie są lekkie i zabawne.
Bohaterka książki, London, "pamięta" przyszłość, a przeszłość zna tylko z notatek. Życie ma dość skomplikowane, bo czego nie zapisze, przestaje dla niej istnieć. Oczywiście spotyka super przystojnego chłopaka, ale pojawia się komplikacja: nie "pamięta" go w przyszłości. Związek piękny, choć dość nierozwojowy: facet nie może się znudzić, a dziewczyna funkcjonuje w permanentnym pierwszym oczarowaniu. Na szczęście nie tylko o romans chodzi, bo pojawia się wspomnienie. Prawdziwe, najprawdziwsze straszne wspomnienie, który zmienia cały świat London.
Fabuła wciąga, język jest lekki. Odłożyłam na bok zastanawianie się nad logiką i spójnością konsekwencji życia z pamięcią do przodu, co pozwoliło mi się książką nieźle bawić. Ciekawe jak ją przyjmie moja nastolatka.
Cat Patrick
Zapomniane
tyt. oryginału: Forgotten
przekład: Jan Hensel
Prószyński i S-ka, styczeń 2012
w wersji papierowej 312 stron
7/10
Bohaterka książki, London, "pamięta" przyszłość, a przeszłość zna tylko z notatek. Życie ma dość skomplikowane, bo czego nie zapisze, przestaje dla niej istnieć. Oczywiście spotyka super przystojnego chłopaka, ale pojawia się komplikacja: nie "pamięta" go w przyszłości. Związek piękny, choć dość nierozwojowy: facet nie może się znudzić, a dziewczyna funkcjonuje w permanentnym pierwszym oczarowaniu. Na szczęście nie tylko o romans chodzi, bo pojawia się wspomnienie. Prawdziwe, najprawdziwsze straszne wspomnienie, który zmienia cały świat London.
Fabuła wciąga, język jest lekki. Odłożyłam na bok zastanawianie się nad logiką i spójnością konsekwencji życia z pamięcią do przodu, co pozwoliło mi się książką nieźle bawić. Ciekawe jak ją przyjmie moja nastolatka.
Cat Patrick
Zapomniane
tyt. oryginału: Forgotten
przekład: Jan Hensel
Prószyński i S-ka, styczeń 2012
w wersji papierowej 312 stron
7/10
piątek, 20 czerwca 2014
Tahereh Mafi "Dar Julii"
O pierwszych dwóch częściach, czyli "Dotyku..." i "Sekrecie..." już było, przyszła pora na trzecią część i, mam szczerą nadzieję, ostatnią.
"Dar Julii" nie wnosi kompletnie niczego do opowieści. Pełno w nim jojczenia, rozterek, miłosnych wzlotów i upadków. Masakra. Julia niby poznaje swoją siłę, nabiera pewności siebie, a jednocześnie w dalszym ciągu jest bluszczowatą panienką. Adam staje się jękliwą babą, Warner jest, delikatnie mówiąc, dziwny, a Kenji jest tak dobrym kumplem, że musi być gejem ;-) I oby tylko autorce nie przyszło do głowy, że trzeba tę historię ciągnąć dalej.
Żadna z książek o Julii nie była testowana jeszcze na Córce. Jestem ciekawa jej opinii, ale popędzać jej nie będę. Może nastolatkom się spodobają rozterki w miłosnym trójkącie.
Z dystopii zrobił się cienki romansik, a kilka zgrabnych zdań i przyjemna okładka nie ratują powieści. Powiedziałabym, że na czytanie szkoda czasu, ale jak już ktoś przeczytał dwie pierwsze części, to prześlizgnięcie się przez trzecią nie zaboli.
Tahereh Mafi
Dar Julii
tyt. oryginału: "Ignite Me"
przekład: Małgorzata Kafel
Wydawnictwo Otwarte, Kraków, maj 2014
w wersji papierowej 384 strony
3/10
"Dar Julii" nie wnosi kompletnie niczego do opowieści. Pełno w nim jojczenia, rozterek, miłosnych wzlotów i upadków. Masakra. Julia niby poznaje swoją siłę, nabiera pewności siebie, a jednocześnie w dalszym ciągu jest bluszczowatą panienką. Adam staje się jękliwą babą, Warner jest, delikatnie mówiąc, dziwny, a Kenji jest tak dobrym kumplem, że musi być gejem ;-) I oby tylko autorce nie przyszło do głowy, że trzeba tę historię ciągnąć dalej.
Żadna z książek o Julii nie była testowana jeszcze na Córce. Jestem ciekawa jej opinii, ale popędzać jej nie będę. Może nastolatkom się spodobają rozterki w miłosnym trójkącie.
Z dystopii zrobił się cienki romansik, a kilka zgrabnych zdań i przyjemna okładka nie ratują powieści. Powiedziałabym, że na czytanie szkoda czasu, ale jak już ktoś przeczytał dwie pierwsze części, to prześlizgnięcie się przez trzecią nie zaboli.
Tahereh Mafi
Dar Julii
tyt. oryginału: "Ignite Me"
przekład: Małgorzata Kafel
Wydawnictwo Otwarte, Kraków, maj 2014
w wersji papierowej 384 strony
3/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























