Pokazywanie postów oznaczonych etykietą e-bookowo: Kindle - pierwsze kroki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą e-bookowo: Kindle - pierwsze kroki. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 stycznia 2015

Z Amazona na Kindle'a lub inny czytnik

Korzystając z amazonowej promcji kupiłam "City of Bones" - niech się Młoda uczy angielskiego. E-book pięknie się ściągnął na mojego Kindle'a, ale Córka swojego ma zarejestrowanego na siebie. Po ostatnich aktualizacjach można skojarzyć 2 konta amazonowe jako Family Library, niestety ta funkcja nie chodzi na PW1, którego ma Młoda.
Pozostało Calibre, ale żeby w ogóle mieć możliwość konwersji, jak w przypadku ePub DRM, trzeba skorzystać z narzędzia pośredniego, czyli Kindle for PC, do zainstalowania ze strony Amazonu.
Po zainstalowaniu biblioteczka wygląda bardzo elegancko, książki są w chmurze, kliknięciem można je ściągnąć i otworzyć na komputerze.



Nie o to jednak mi chodziło.
Teraz z biblioteki trzeba zaciągnąć e-booka do Calibre. Naszukałam się długo, bo w toku instalacji nie było (lub nie zauważyłam) pytania o lokalizację biblioteki. Okazało się, że biblioteczka utworzyła się po prostu z dokumentach pod nazwą "My Kindle Content", nazwy plików są nierozpoznawalne



oprócz tych, które trafiły do biblioteczki po zainstalowaniu aplikacji. Udało mi się je jednak prawidłowo rozpoznać po dacie dodania i rozmiarze, a Calibre prawidłowo rozpoznało tytuł i autora. Po konwersji i załadowaniu pliku na czytnik Córki dało się go już prawidłowo odczytać (wcześniej był komunikat o niezgodności czytnika z kontem Amazonu).
Przy próbie pominięcia aplikacji "Kindle for PC", Calibre na próbę konwersji zareagowało protestem.



Mam nadzieję, że pojawi się aktualizacja dla PW1 umożliwiająca skojarzenie bibliotek, bo Córka nie bardzo chce zarejestrować swojego czytnika na moje konto w Amazonie.

sobota, 5 lipca 2014

Kindle Previewer, czyli z ePub do MOBI bez Calibre

Zaszalałam po raz kolejny i kupiłam e-książkę. Wrzuciłam ją sobie na kindelka przez Calibre, nawet bez konwersji, nie pojawił się irytujący napis "Personal" na okładce, więc od razu zaczęłam czytać. No i się potknęłam... Tekst wyjustowany do lewej - niezbyt estetyczny, ale da się znieść, niestety są ślady podziałów wyrazów w postaci byle gdzie wrzepionych myślników, a zbitki słów są na tyle częste, że utrudniają płynne czytanie.
Pewnie bym to przebolała, ale trafiłam w Świecie Czytników na wypowiedź Quirisa, który odsądza od czci i wiary Calibre, za zbyt daleko idącą ingerencję w kod książki, a podającą przepis na konwersję z pominięciem Calibre, co więcej z możliwością przejścia ebooka przez chmurę Amazonu, z której dawno zrezygnowałam ze względu na nieszczęsny napis "Personal", który zwyczajnie mnie złości, a na który Quiris też ma (dla mnie na razie trochę za skomplikowany) sposób.


Instrukcja umieszczona na blogu jest prosta, opatrzona oczywiście zrzutami z ekranu i rzeczywiście skierowana do "poszukujących zwykłych użytkowników" jak delikatnie nazwał takich ja autor bloga... kiedyś takich nazywało się lamerami ;-)
Sam Previewer (do ściągnięcia ze strony Amazonu) jest łatwy do zainstalowania i okazał się być świetnym narzędziem, choćby z powodu możliwości podpatrzenia pliku z uwzględnieniem również wielkości i kroju czcionek.
Sama konwersja trwała dosłownie kilka sekund, a zmiana wyglądu stron była znaczna. 
I w tym momencie utknęłam - nie wiem jak przesłać plik z previewera do chmury amazonu. Nie mam pojęcia nawet jak to zrobić inaczej niż przez Calibre (muszę spróbować wysłać po prostu jako załącznik do maila, zadziała?). Za to udało mi się skonwertowany plik wrzucić do Calibre. Po długich przeszukaniach w Previewerze i oczywiście przeczytaniu instrukcji, która w tej kwestii mi nie pomogła, odkryłam, że Previewer utworzył (i nic nie powiedział) folder ze skonwertowanym do MOBI plikiem.



Stamtąd wrzuciłam go do Calibre i kabelkiem posłałam na czytnik.
Po głębszym przyjrzeniu się sprawie efekt był  jednak trochę rozczarowujący. 
Po pierwsze pojawił się napis "Personal", który doprowadza mnie do szału.
Poprawiło się co prawda justowanie, ale przy braku podziału wyrazów spowodowało brzydkie rozstrzelenie wyrazów. Co więcej myślniki w środku słów, które wzięłam za pozostałość po dzieleniu wyrazów w ePub, pozostały, czyli jednak są raczej niedbałością w czasie tworzenia plików. Sprawę przesądziła zmiana szerokości interlinii: po konwersji w Previewerze, była większa i nie byłam w stanie jej zmniejszyć. 



Wydawało mi się, że straciłam również numery stron, ale okazało się, że plik ich po prostu nie zawierał. Są tylko niewiele mówiące lokacje. 
Ostatecznie wróciłam do skonwertowanego w Calibre MOBI.
Mimo tego zamieszania (i straconego czasu) uważam Previewera za bardzo fajne narzędzie - warte bliższego poznania. Jest dużo prostsze od Calibre. Wprawdzie nie zdejmie DRM, ale przyda się, kiedy w ebookarni interesująca nas książka nie ma formatu MOBI (a nie jest to niemożliwe), konwersja przebiega naprawdę sprawnie.

czwartek, 8 maja 2014

Z angielskiego na polski - słownik na Kindle'a

Generalnie czytam po polsku (oprócz taryf lotniczych), a opowiadanka Hearne'a czy Roth raczej nie były wymagające, ale Córka spróbowała się zmierzyć z "Killer Frost", niewydaną po polsku książką z serii "Akademia Mitu" i okazało się, że słownik angielsko-polski jest jednak na kindelku niezbędny.
Na pomoc niezawodnie przyszedł Świat Czytników...


Zgodnie z instrukcją powędrowałam na stronę BuMato.pl, z której pobrałam słownik. Słownik po zapisaniu na dysk i odpakowaniu (u mnie odzipował się automatycznie i w folderze miałam od razu format mobi), najordynarniejszym copy-paste przeniosłam na czytnik do folderu Documents.


Potem zaczęły się małe schodki, bo trochę się jednak zmieniło od 2011 roku i instalacja jest ciut inna niż mówią instrukcje, ale do przejścia zupełnie intuicyjnie.
Ścieżka instalacji na PW1 i PW2 wyglądała tak: 
Menu --> Settings --> Device Options --> Language and Dictionaries --> Dictionaries --> English --> zaznaczenie English - Polish Dictionary


I jest :) Wystarczy przytrzymać przez chwilę słowo i tłumaczenie się otwiera. Idealnie.


piątek, 7 lutego 2014

od pdf-a do mobi

Poszło łatwiej niż myślałam. Najwyraźniej Calibre ma stosowny mechanizm do konwersji w wersji, którą zainstalowałam...
Po co w ogóle konwertować plik, skoro kindelek radzi sobie z odczytywaniem pdf-ów? Specjalnie załadowałam opowiadanie w pierwotnym formacie, bo obraz mówi więcej niż słowa. Po lewej stronie pdf, po prawej wynik czynności opisanych poniżej.
Pierwotny plik można czytać, ale po co się tak męczyć, skoro konwersja trwa minutę, a komfort czytania rośnie nieporównywalnie.
Zaczęłam standardowo, czyli od dodania opowiadania w pdf-ie do biblioteki Calibre:
Po kliknięciu "konwertuj książki" stało się jasne, że narzędzie do konwersji pdf-a jest:
Opowiadanie nie miało okładki w pliku, więc dodałam ją korzystając ze strony autora, ale oczywiście okładka mogła być dowolną grafiką.
W efekcie do pliku mobi trafił obrazek, stając się okładką książki.
Trochę się bałam, że pdf będzie mi się plątał na czytniku, więc go usunęłam z biblioteki. Wystarczy kliknąć na oznaczenie pdf-a prawym przyciskiem myszy i wybrać "usuń..."
Oczywiście decyzję trzeba potwierdzić.
Zastanawiam się, czy przy okazji konwersji z mobi do mobi i przesłaniu potem książki na czytnik, wędrują oba pliki, czy tylko ten "poprawiony". W pierwszym przypadku chyba jednak robię sobie bajzelek na czytniku i niepotrzebnie zużywam pamięć... hmm...
W każdym razie po konwersji otrzymałam plik, który na czytniku już wygląda przyzwoicie i da się go bez większego wysiłku przeczytać (poniżej zrzuty z podglądu Calibre).
Oczywiście nie jest idealny. Wiele osób irytuje formatowanie, w którym akapity nie mają wcięć, za to są oddzielone od siebie wolną linią. Mnie to nie przeszkadza aż tak bardzo, żebym miała się bawić w dalsze przeróbki.
I na koniec pliki dodane na czytnik:
A pdf-a już usunęłam :)

sobota, 4 stycznia 2014

z Calibre na Kindle'a mailem

Dzisiejsze osiągnięcie (może nie ma się czym chwalić, ale daje kolejne możliwości), to wysyłka książki z Calibre na Kindle'a ;)
Zalety: plik jest "poprawiony" i jednocześnie trafia do chmury Amazonu, skąd może być pobrany w dowolnym momencie. Niestety jak każdy plik, który trafia przez Amazona do Kindle'a dostaje widoczną pod okładką i wysoce irytującą etykietę "Personal". Z drugiej strony ciekawe, że prasa, którą dostaję z publio bezpośrednio na czytnik takiej etykiety nie ma...
Informacja, że z większością maili Calibre samo sobie poradzi, jest chyba niezbyt aktualna. Nie udało mi się skonfigurować wysyłki ani z onetu ani z tlenu, za to konfiguracja dla gmaila okazała się prosta i skuteczna.
Przypominam, że adres z którego będą wysyłane pliki koniecznie musi być zautoryzowany na Amazonie. Jak to zrobić pisałam już wcześniej.
Troszkę zmodyfikowałam pasek narzędzi, bo ustawienia mi się chowały... Kolejność jest następująca: "Ustawienia" --> "Udostępnienia książek przez email".
Adres kindle'a wprowadzałam już na etapie konfiguracji Calibre, ale po naciśnięciu wielkiego plusa z napisem "dodaj email" można dodawać kolejne adresy. W czasie wysyłania plików można wybrać jeden lub kilka lub w ogóle skonfigurować sobie samemu opcje wysyłki (tym się nie bawiłam).
Chociaż odszukanie danych serwerów i portów nie jest jakąś szczególnie tajemną dla mnie umiejętnością, nie udało mi się prawidłowo wprowadzić tych danych dla poczy o2, więc skorzystałam z gotowca przygotowanego dla gmaila. Analogiczny jest dla hotmaila. Po kliknięciu "Użyj poczty Gmail" pojawia się proste do wypełnienia okno dialogowe, a informacje dotyczące serwera po uzupełnieniu ustawiają się automatycznie (zaznaczone na zielono).

Wszędzie zalecają przetestowanie, więc i ja kliknęłam "Testowy email". Od razu pojawia się ostrzeżenie, że na ekranie zostanie wyświetlone hasło, więc nie do pokazywania każdemu. Trzeba to zaakceptować, aby przejść dalej.
Aby wysłać testowego maila, wciskamy "Test", a przy prawidłowo skonfigurowanym przesyłaniu otrzymujemy komunikat "Email wysłany pomyślnie".
Po wejściu na gmail w folderze "Wysłane" możemy zobaczyć testowy mail od Calibre (jednocześnie Amazon przesłał informację, że mail nie zawiera załącznika).
Książkę wysyła się z poziomu biblioteki. Po zaznaczeniu pliku, klikamy ikonę "Połącz/udostępnij", a następnie z menu wybraną opcję wysyłki. 
Po najechaniu na "Prześlij emailem do..." pojawia się lista zdefiniowanych wcześniej adresów oraz "Wybierz adresatów". Zaznaczenie tej ostatniej opcji powoduje otwarcie okna dialogowego, w którym wprowadzić można kolejny adres do wysyłki.
Wysłany w ten sposób plik (testowałam to na "Delirium") trafia do elementów wysłanych gmaila oraz oczywiście do chmury Amazonu, a po połączeniu z wi-fi również na czytnik
oczywiście z napisem "Personal". Utrzymanie pliku na serwerze Amazonu, nawet po usunięciu z czytnika, pozostawia na kindle'u "powidok" z tytułem pliku. Po dotknięciu/tapnięciu go, książka jest zaciągana automatycznie z chmury (oczywiście o ile jest w danym momencie dostępne wi-fi, chyba, że czytnik jest z 3G), a efektem mogą być 2 takie same pliki na kindelku, prawdopodobnie niezsynchronizowane.
Narazie zdecydowałam się przesyłać książki po kablu z Calibre bez zrzucania ich do chmury Amazonu, tworząc w ten sposób bibliotekę Calibre, a równocześnie zapisując oryginalne pliki na dysku komputera.

kabelkiem na kindle'a

I znowu prościzna. Po podłączeniu kindle'a do komputera pojawia się jako dodatkowy dysk, wystarczy copy-paste z dysku komputera na czytnik i już.
Jeżeli jest zainstalowany Calibre, możliwości zarządzania się powiększają...
Przede wszystkim: co to jest Calibre (Świat Czytników of course, trochę zamierzchłe, ale daje wgląd) i dla mnie najistotniejsze: jak skonfigurować Calibre - również ze Świata Czytników. Artykuł jest z listopada, a Calibre ma już kolejne wersje i troszkę inaczej wygląda, ale to najlepszy przewodnik, z jakim się zetknęłam. Skorzystałam, krok po kroku ustawiłam, co zalecili i zadziałało. Guru Calibre nie zostanę nigdy, nie poznam też wszystkich możliwości, nie mam ambicji do grzebania w kodach książek i poprawiania spacji i interlinii, a nie czarujmy się: niektóre pliki wyglądają tak sobie.
Córce książki przed Świętami wrzuciłam dość byle jak, więc zaczęłam od usunięcia plików bezokładkowych.
Wystarczy kliknąć na plik do usunięcia, a następnie klawiszem "DEL" usunąć książkę. Z kolei żeby przesłać książkę do czytnika, trzeba przejść z powrotem do biblioteki, zaznaczyć książkę i kliknąć "prześlij do urządzenia".
Książka pojawia się na Kindle'u. Nie usuwam książek z biblioteki, ponieważ niektóre będę przesyłała również do mojego czytnika.
Co jeszcze? W kilku przypadkach okazało się, że plik z książką gdzieś zgubił okładkę, wtedy w Calibre można użyć jako okładki dowolnego zdjęcia.
Ścieżka: konwertuj --> ikona komputera --> OK
W efekcie książka już z okładką:
Calibre daje również możliwość wysłania pliku mailem, co jeszcze mi się nie udało, i skojarzenia biblioteki z jakąć chmurą czy dropboxem (tego nie próbowałam).
Calibre stanowi również niezłą bazę książek. Mnie się już udało kupić w 2 różnych księgarniach tę samą książkę (na szczęście woblink wymienił mi ją na inną), więc spis z możliwością sortowania po autorze, tytule czy serii jest dla mnie szczególnie cenny.










czwartek, 2 stycznia 2014

paskudny DRM


Na stronie ebookpoint jest oznaczenie będące deklaracją, której znaczenia nie pojmowałam do czasu próby odczytania "Robokalipsy". Kupiłam tę książkę, czy też plik, nie do końca zdając sobie sprawę, czymże jest ten DRM, ze świadomością, że epub można (podobno) łatwo zamienić na mobi odczytywane przez kindle. Okazuje się jednak, że DRM (zastępowany przez znak wodny, ale ciągle jeszcze pałętający się po księgarniach), jest solidnym zabezpieczeniem pliku i bez dodatkowych narzędzi nawet się go nie otworzy.
Zdania co do zdjęcia zabezpieczenia z zakupionego pliku są oczywiście podzielone, jednej interpretacji nie ma, ale wkurzające jest, że nie mogę przeczytać kupionej książki, bo mój czytnik nie wspiera epub.
Kwestie zabezpieczenia DRM obczytałam w Świecie CzytnikówBookotece (podlinkowanie za ŚCz, kwestie prawne), oraz, co szczególnie mnie zaiteresowało, na blogu Legimi, czyli e-księgarni.
Niestety wszystkie te artukuły już troszkę starawe, więc trochę zabrakło mi informacji, jak dobrać się do kupionego pliku, ale nawet dla mnie okazało się możliwe uaktualnienie wiadomości i ułożenie algorytmu w oprciu o "magiczne pudełko", czyli Calibre.
Ach, wcześniej napisałam do księgarni, prosząc o zdjęcie DRM. Otrzymałam odpowiedź: "Niestety nie jesteśmy w stanie zdjąć tego zabezpieczenia, ponieważ byłoby to nielegalne." i propozycję wymiany pliku na inny, bez DRM. Sęk w tym, że mam ochotę na przynajmniej jeszcze jedną książkę z tej księgarni, również zabezpieczoną DRM i niedostępną gdzie indziej. Mam wprawdzie wersję papierową, ale w skanowanie i konwertowanie nie chce mi się bawić, a gryzoń jednak budzi we mnie pewien opór.
Pierwsza rzecz, to ściągnięcie i zainstalowanie Adobe Digital Editions. Następnie ściągnęłam plik, a właściwie kod url na swój komputer ze strony sklepu 
i zapisałam go, po czym dodałam do biblioteki Adobe.
W efekcie w "moich dokumentach" w automatycznie utworzonym folderze "My Digital Editions" pojawił się plik epub z możliwością przeczytania na komputerze po otwarciu z poziomu biblioteki Adobe.

Komputera nosić ze sobą jednakowoż nie będę, więc działałam dalej.
Calibre już miałam zainstalowane i skonfigurowane wcześniej (choć o tym innym razem), zaczęły się więc poszukiwania wtyczki. Na ŚwCz dostałam link do strony Alfa, ale sobie z nią nie poradziłam, chociaż faktycznie wszystko na niej jest. Skorzystałam z dużo bardziej łopatologicznej i świeższej niż w ŚwCz instrukcji. Po zainstalowaniu wtyczki (nazywa się teraz tools_v6.0.7, chociaż na blogu Alfa jest już kolejna wersja z 8ką na końcu) wystarczyło już tylko zaciągnąć zabezpieczony epub do biblioteczki Calibre i go przekonwertować, a następnie już gotowy plik przerzucić do czytnika. Uff...
Warto równiż dodać, że za 30 dolarów można kupić program do od-DRM-owania e-booków.
 

wtorek, 31 grudnia 2013

mailem najszybciej...

Zdecydowanie najszybszą metodą doładowania kindelka jest mail. Wstyd przyznać, ale na początku największy problem sprawiło mi znalezienie adresu mojego kindle'a (właściwie już wcześniej: mężowskiego i Córki), a potem spowodowanie, żeby pliki przez Amazon były przyjmowane. 
Oczywiście jest to proste jak budowa cepa, czyli po wejściu na stronę amazon.com, rozwija się zakładkę "Your Account" i wybiera "Manage Your Kindle":
Strona przekierowuje do strony logowania i pojawia się biblioteka (wydaje mi się, że standardowo). W bibliotece są wszystkie książki przesłane przez maila. Te, które ostatecznie ładowałam kablem, usuwałam z chmury, bo pliki w sposób niekontrolowany mi się powielały na kindle'u. Pewnie coś robiłam nie tak, ale nie chciałam tego efektu na czytniku. Usuwanie lub ponowne przesłanie realizuje się przez wciśnięcie przycisku "Actions" przy tytule pliku.

Po lewej stronie natomiast jest wejście do "Personal Document Settings":
I to bardzo ważne miejsce,
ponieważ na górze znajduje się indywidualny adres kindle'a (w domenie kindle.com albo free.kindle.com - ten ostatni jest chyba rezerwowany dla modeli 3G) oparty na zarejestrowanym w amazon.com (Mężowi i Córce Amazon nie zmienił zupełnie maila, tylko dodał mu własną domenę, mój był pewnie za krótki, więc został zmodyfikowany).
Natomiast na dole jest lista potwierdzonych adresów, z których zgadzamy się otrzymywać pliki. Na liście domyślnie znajduje się własny mail i jest możliwość dodawania kolejnych adresów.
Jeżeli do chmury zostanie wysłany plik z nieautoryzowanego adresu, Amazon przesyła informację, ale nie zauważyłam, żeby plik po autoryzacji maila pojawiał się na czytniku lub w chmurze - trzeba go wysłać jeszcze raz.
Niektóre e-księgarnie (woblink, publio i chyba virtualo) pozwalają na wpisanie własnego adresu mailowego jako nadawcy pliku. Jeżeli jest on zgodny z zarejestrowanym na amazon.com, książka przychodzi bez problemów, ale uwaga: coraz więcej księgarni umożliwia wysyłanie prezentów, więc jeżeli nie mamy zautoryzowanego "sklepowego" nadawcy, Amazon prezentu nie przyjmie. Radzę więc od razu zautoryzować adres zalecany (jak widać z reguły jest to "kindle@domena_e-księgarni").
Hmmm... chciałabym dostać e-bookowy prezent :)
Tak wygląda to ze strony Amazonu, a ze strony sklepów jest dużo prościej, bo pierwsza próba przesłania książki powoduje otwarcie okna do wpisania swojego adresu kindle'a i to w wersji dla opornych, bo zwykle po @ jest tylko opcja wyboru "kindle.com" lub "kindle.free.com" i zawsze jest informacja, gdzie tego adresu szukać.
Przesłanie jak i pobieranie odbywa się z poziomu własnej biblioteczki czy półki w sklepie i wszędzie wygląda dość podobnie (na przykładzie nexto, woblinka i publio):


niedziela, 29 grudnia 2013

Mailem, kabelkiem, Calibrem...

Przede wszystkim należałoby się zastanowić jak mają się prezentować pliki na czytniku. Niektórzy wolą listę (po lewej), bo na stronie mieści się troszkę więcej książek. Ja wolę podgląd okładek (po prawej).



Zarówno listę jak i okładki można porządkować po tytule, autorze (u mnie, dość abstrakcyjnie, książki ułożyły się według imion autorów) lub czasie od przesłania.
Jeżeli ma to być lista, każdy sposób przesłania książki jest dobry i skuteczny. Najwygodniejszy dla mnie jest mailowy - szybko i nie trzeba szukać kabelka ;-) a książki trafiają do chmury amazonowej, z której w razie czego bez problemu można sobie je w każdej chwili pobrać lub ponownie przesłać do Kindle'a (z czego już zdążyłam skorzystać, kiedy nieopatrznie wyciachałam sobie plik z PW).
Przy widoku "okładkowym" zaczynają się schody. Kiedy robiłam Córce "wielkie świąteczne doładowanie", korzystałam tylko z wysyłki mailem. Część książek miała okładkę, część nie. Pogodziłam się z tym, ale na moim urządzeniu chciałam mieć pięknie widoczne okładki...
Zacznijmy jednak od różnic:
Pierwsza od lewej jest książka kupiona na Amazonie i przesłana bezpośrednio do Kindle'a, pozostałe 2 zostały przesłane z polskiej e-księgarni. Ostatnia przeszła bez okładki, co jest najbardziej wkurzające, ale irytujący jest również napis "Personal", którym oznaczane są pliki nie-amazonowe. Tik w prawym górnym rogu okładki oznacza, że książka jest w chmurze (przeszła mailem). Ciekawe, że oznaczenie "zachmurzenia" książki nie pojawia się w książce amazonowej, ale to pewnie z powodu oczywistości umieszczenia w środowisku Amazonu książki u nich kupionej na ich czytnik.
Żeby uzyskać widok okładek, kombinowałam przesyłkę - po kablu lub mailem, ale były i bardzo oporne książki, które nie miały widocznej okładki ani po przesłaniu mailem, ani po skopiowaniu na czytnik, a że dotyczyło to również książki, którą aktualnie czytam, liznęłam Calibre - skonwertowałam e-booka i przesłałam bezpośrednio z Calibre, a efekt:

Zmiana jest również wewnątrz samego e-booka: poprawiło się formatowanie tekstu.
Czy polecam taką metodę? Nie mam zdania. Faktycznie poprawia się estetyka, ale nie mam pojęcia, co dzieje się z kodem książki, jak mocna jest ingerencja w plik. Na forum różni magicy operują fragmentami skryptów, potrafią zmieniać pojedyncze elementy. Dla mnie Calibre to magiczne pudełko, z jednej strony plik włazi, z drugiej wyłazi, ale czy w środku mu czegoś niebezpiecznego nie dopakowano, nie mam pojęcia.
Bez użycia Calibre (czy innego programu do e-booków), można osiągnąć takie efekty:
Oczywiście dla samego czytania nie ma to znaczenia, a przy ustawieniu widoku na listę, fakt zaciągnięcia okładki lub nie, jest nieistotny.
Do świadomego poprawiania plików jeszcze nie dorosłam i nie mam pojęcia, czy w ogóle dorosnę... 
I oczywiście warto poczytać na ten temat w Świecie czytników: "Mailem, czy po kablu".
Kolejny post będzie o przesyłaniu e-booków mailem dla opornych, czyli takich jak ja.

Hello, Kindle Paperwhite :)

Rodzina świątecznie zaszalała, poskładała się i pod choinką znalazłam nowiutkiego PW2.

Bardzo przyjemny czytnik, lekki i estetyczny. Miałam już do czynienia z PW1 Córki i mam wrażenie, że PW2 ma nieco lepszy ekran, bardziej skontrastowany (wcześniej czytanie wydawało mi się łatwiejsze na Classicu niż na PW1, choć oczywiście światełko Paperwhite'ów jest ogromnym atutem), ale to może efekt sympatii dla MOJEGO własnego Kindle'a. Przede mną przetestowanie światełka, bo jakkolwiek PW1 na wyjeździe i czytaniu w różnie byle jakim oświetleniu spisał się znakomicie, to jednak miałam wrażenie, że ekran nie jest równomiernie jasny.

Okładka, kupiona za niewielką kaskę na Allegro, narazie się spisuje, ale wydaje mi się, że wygodniejsza, poręczniejsza i bezpieczniejsza jest taka z otwieraniem pionowym (testowane na Mężu i Córce), więc zapewne ją zmienię za jakiś czas. Okładka jest dla mnie niezbędnym akcesorium chroniącym czytnik, a dodatkowo ma funkcję wybudzania, co przy PW jest dodatkową zaletą: po otwrciu okładki od razu jestem na czytanej stronie (oczywiście o ile nie przejdę wcześniej np. do okna głównego). Wybudzanie czytnika zapewnia umieszczony w odpowiednim miejscu okładki magnes (widoczny na zdjęciu poniżej w lewym dolnym rogu).

Czytnik kupiony był bezpośrednio w Amazonie, bez opcji prezentowej, więc nie wymagał rejestracji. Za to natychmiast po powitaniu domagał się dostępu do internetu. Skonfigurowanie łącza jest proste i, jak niemal cała obsługa urządzenia, bardzo intuicyjne.
Kindle jest wstępnie naładowany, bateria nie wymaga formowania, można go więc od razu używać. Ładowanie odbywa się przez komputer kablem USB. Córce dodatkowo dokupiłam wtyczkę do ładowania bezpośrednio z gniazdka. Ładowanie przez komputer trwa raczej długo. I jeszcze jedno: spotkałam się z poradą, żeby raczej nie rozładowywać czytnika dokumentnie - podobno czasem trudno go ze stanu niebytu podnieść.
Podsumowując: jeśli masz już czytnik, dokup okładkę i możesz się zabrać za umieszczenie w pamięci urządzenia swojej biblioteki...