czwartek, 19 września 2013

Zapach spalonych kwiatów



Troszkę tego za dużo: czarownice, skandynawska mitologia, Salem, nieśmiertelność (w jakiejś dziwnej konwencji, bo co by się stało, gdyby umarła Joanna?), enigmatyczni błękitnokrwiści, romanse tysiącletnie i bardzo ludzkie... Bohaterki są dość sympatyczne, choć powierzchownie zarysowane.
Babskie czytadło dla rozrywki. Czytałam gorsze. Było, minęło, wracać nie ma potrzeby.
Nieco niepokojąca okładka przyciąga wzrok. Korekta troszkę w środku przyspała, ale troszkę, da się znieść. Tytuł polski zdecydowanie ciekawszy niż oryginalny :)



Melissa de la Cruz
Zapach spalonych kwiatów

tyt. oryginału: "The Witches of East End"
tłumaczenie: Ewa Polańska
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2011

niedziela, 15 września 2013

Idealne matki

Historia, rzekłabym, dość obrzydliwa.
Dwie przyjaciółki od niemal zawsze razem, mieszkają w sąsiednich domach, spędzają razem czas, wychowują samotnie, bo jedna piękna pani w separacji, a druga wdowa, synów. Synowie dorastają, stają się "pięknymi jak bogowie" nastolatkami, niezwykle atrakcyjnymi również dla dojrzałych pań, a panie są atrakcyjne dla nich. Romans rodzi się z bólu, złości i oczywiście pożądania, i sobie trwa w ukryciu...
Opowiadanie, choć obejmuje kilkadziesiąt lat, toczy się powoli, słonecznie i sielankowo. Historia opowiedziana została wręcz beznamiętnie. Bardziej sugestywnie opisany jest nagrzany piasek na plaży i smak morskiej wody niż emocje bohaterów. Autorka nie ocenia, nie deprecjonuje, ani nie gloryfikuje swoich postaci. I chwała jej za to.
Za to ja mogę ocenić, stąd pierwsze słowa...
A teraz pora na film...












Doris Lessing
Idealne matki
tyt. oryginału: "Grandmothers"
tłumaczenie: Bohdan Maliborski
wydawnictwo: Wielka Litera, Warszawa 2013 

sobota, 14 września 2013

urodzinowy bilardzik

Bardzo dobry stół. Nigdy na takim nie grałam. 
Bez papierosów. Alkohol sprzedają, ale przede wszystkim przychodzi się tam grać. 
Wakacyjna szkółka bilardowa nie poszła na marne: Córka radzi sobie z kijem i kulkami całkiem nieźle, więc wszyscy się dobrze bawili.
A ja pobawiłam się troszkę aparatem...







Wiem, większość jest mało bilardowa ;-)

wtorek, 10 września 2013

pralka odhaczona

No to posiedzieliśmy sobie z Edziem w łazience i pogapiliśmy się na pralkę. Puste pranie ciekawsze niż tv, ale nie dodawajcie do niego płynu do prania. Nigdy.
Edzio obejrzał pralkę z każdej strony, przód i tył, i nawet zajrzał pod spód oraz do bębna. Sumienny zawodnik. Musi wiedzieć, co w domu piszczy.
Pralka narazie pierze. Wybrana została ze względu na 5-letnią gwarancję. Obym nie musiała korzystać...
Przy okazji mogę Wrocławianom polecić hurtownię Daria. Pan poradził, co wybrać - w razie czego będzie na niego ;) - dość cierpliwie znosząc moje marudzenie. Zamówiłam w piątek, a we wtorek o umówionej godzinie pojawili się panowie z nową pralką (stare budownictwo, 3 piętra bez windy), zdjęli blokady, ustawili, podłączyli, starą zabrali, wszystko w cenie pralki, a cena plasowała się wśród tych najniższych...
No a teraz Edzio zagląda co jakiś czas, czy sprzęt prawidłowo działa. Ciekawe, czy zgłosi, jeśli coś będzie nie tak.
Dobrze, że mam wolne, bo prania się, oj, nazbierało. W dwa dni będę musiała odbębnić tyle prań ile się da, czyli jak nic wyrobię miesięczną normę (w jakimś teście sprawdzali żywotność pralek przyjmując, że pralka chodzi 3 razy w tygodniu, hmmm... u mnie musi więcej...)

piątek, 6 września 2013

obrazki z miasta






Wczoraj zadziwił mnie widok karetek w ilościach hurtowych w raczej spokojnej i nienawiedzonej przez globalną katastrofę okolicy.

Być może to z okazji Mistrzostw Polski w ratownictwie medycznym takie zgromadzenie...



Dziś z kolei natknęłam się na plakat, pięknie wkomponowany ulicę Świdnicką:
I kopnęła mnie dość przerażająca wizja, co stałoby się z tym tygrysem, gdyby faktycznie pojawił się na ulicy.



środa, 4 września 2013

podręczniki i pralki...

Szkoła już mnie wkurza. Nie pozwolili zamówić podręczników, "bo będą się zmieniać"... oczywiście nie pojawiły się żadne zmiany w liście umieszczonej na stronie szkoły w czerwcu. Niewiadomą pozostają tylko podręczniki do języków obcych, ale reszta książek ma być już. A guzik. Nie będę jeździła po księgarniach, podręczniki mają mi pięknie do domku dostarczyć i to z rabatem sensownym, więc troszkę czasu to wymaga. 2 dni roboczych co najmniej. A tu nie, bo zadania domowe już są. Z podręcznika, na zakup którego miał być cały wrzesień, że zacytuję "och, proszę się nie martwić, pierwszy miesiąc i tak jest bezpodręcznikowy...". No i qrwicy dostaję, a Córka jęczy, że jej książek trza.
Znajoma szefowej mojej poskarżyła się, że na podręczniki do I gimnazjum zapłaciła przeszło 7 stówek. Jesuuu...

Do ogólnie nerwowej atmosfery, bo piętrzy się różności moc, dołożyła swoje pralka, która po 13 latach pracy złożyła wypowiedzenie z głośnym trzaskiem, grzechotaniem i pozbawieniem prądu całego mieszkania. I teraz obczytuję fora i testy, przepytuję rodzinę i znajomych, oglądam pralki w wirtualu i realu, i dochodzę do wniosku, że każda decyzja zakupowa będzie zła (chyba że kupię Miele, na którą mnie nie stać :-D).
Bosche i Siemensy są świetne, ale tylko te z wyższej półki, bo reszta to chiński badziew. Samsungi super, i z grzałką ceramiczną i eco-bąbelkami, ale LG z direct drive są cichsze i mniej wibrujące, a gwarancję mają na 10 lat... ale tylko na silnik, a to co pada najszybciej to przecież elektronika, a wymiana programatora to 7 stówek + ekstrasy typu dojazd i montaż, że nie wspomnę, że coś tam, co się też psuje jest na sztywno połączone z bębnem i też naprawa się nie opłaca. Beko to tureckie byle co i co z tego, że gwarancja na 5 lat, jak nie można jej wyegzekwować. Niezłe niby jest Gorenje, ale to moje prało może i bezawaryjnie, ale tak sobie, a wirowania na 900 obrotów na wszelki wypadek nigdy nie nastawiałam, bo od 3ego roku przy 600 praleczka i tak wędrowała po łazience... Aaa.... Pomocy!

poniedziałek, 2 września 2013

pierwszy dzień w gimnazjum

...szczęśliwie już za nami.
Nie poszłam do szkoły, choć jak się okazało, nikt by mnie nie wyrzucił. Nie wiem, czy Córce wydawało się, że będzie obciachawo jak pójdzie z rodzicami...
Stresior oczywiście był. Córka z tych nerwów utopiła swoją ukochaną komórkę w herbacie. Narazie nie udało się urządzenia odreanimować, może dlatego, że Mąż postanowił je leczyć prawie homeopatycznie:


Była oczywiście afera o podręczniki, że tylko Córka nie ma tylko dlatego, że jej matka czyta informacje ze zrozumieniem i dostosowuje się do szkolnych zaleceń - przyznam, że wkurzających już na wstępie. 
I niech mi kto powie, czemu w tygodniu są tylko 4 matematyki i tylko 1 fizyka?! I czemu, do kroćset, angielski nie odbywa się w grupach, tylko łącznie, w 32-osobowej klasie?!

I znowu podobało mi się doodle... ;)